[ Pobierz całość w formacie PDF ]
S
R
pokój. Podeszła do biurka i zobaczyła teczkę ze swoim nazwiskiem. Nie mogła
pohamować ciekawości i otworzyła ją. Wtedy cały jej świat się zawalił.
Wychodząc z gmachu firmy Dante'ów, Kiley była przekonana, że Nicolo
już czeka na nią w domu. Będzie jej musiał wytłumaczyć, co oznaczają
informacje zawarte w tej przeklętej teczce, którą niosła teraz pod pachą. Musi
być na to jakieś inne wyjaśnienie. Ona nie mogła być taką osobą, jaką tam
opisano.
To niemożliwe.
Dom jednak był pusty. Zastała tylko Brutusa, który wyczuł, jak bardzo
jest zrozpaczona, i chodził za nią z pokoju do pokoju. Krążyła po całym domu,
usiłując oswoić się z tym, co przeczytała. Nagle usłyszała dzwonek do drzwi.
Nicolo. Chwila radości szybko minęła. Przecież jej mąż otworzyłby
drzwi kluczem.
Zaprowadziła Brutusa do innego pokoju i podeszła do frontowych drzwi.
Kiedy je otworzyła, zobaczyła kobietę, która niecierpliwie uderzała stopą o
podest schodów.
- Nareszcie - prychnęła nieznajoma i szybko weszła do środka. - Nie
masz pojęcia, jak trudno mi było cię znalezć. Wreszcie udało mi się wydobyć
twój adres ze szpitala, ale nie chcieli mi powiedzieć, dlaczego tam byłaś.
- Kim... - zaczęła Kiley, przypatrując się jej uważnie.
Ta atrakcyjna blondynka na pierwszy rzut oka wyglądała na trzydzieści
kilka lat, jednak jej perfekcyjny makijaż nie tuszował twardej linii ust i bruzd
wokół ust, co świadczyło o tym, że jest o wiele starsza. Miała taką samą figurę
jak Kiley, tylko większy biust i szersze biodra. Miała krótkie kręcone włosy,
pięknie ukształtowaną twarz i uderzająco niebieskie oczy.
Kiley przyszła nagła myśl do głowy. Oby się nie myliła!
S
R
- Wiem, że to zabrzmi dziwnie... - wyjąkała, walcząc z przypływem
emocji - ale czy ty jesteś moją matką?
- Czyś ty postradała zmysły? - Kobieta uniosła brwi. - Oczywiście, że
jestem twoją matką.
- Och, mój Boże. - Kiley zarzuciła jej ręce na szyję i przytuliła się do niej.
Tak bardzo tego potrzebowała. - Mamo, nie masz pojęcia, jaka jestem
szczęśliwa, że cię poznałam.
- Teraz już wiem, że postradałaś zmysły. - Kobieta wyzwoliła się z objęć
Kiley. - Co to, u diabła, znaczy, że jesteś szczęśliwa, że mnie poznałaś? A do
tego mówisz do mnie mamo". Jestem Lacey, ty niewdzięczna dziewucho.
Gdzie jest ten cholerny naszyjnik?
- Ja... ja mówię do ciebie Lacey? - Kiley cofnęła się o krok.
- Przestań, bo ci przyłożę. Może wtedy nabierzesz rozumu. Co ci przyszło
do głowy, Kiley? Jak ci się mogło wydawać, że zdołasz wykręcić taki numer?
- Wykręcić numer? - Kiley potrząsnęła głową. - Miałam wypadek i
straciłam pamięć. Nie mam pojęcia, o czym ty mówisz.
- A to dobre. - Lacey roześmiała się głośno. - Ty zawsze coś
kombinujesz. No, dobra. - Skrzyżowała ręce na piersiach, a jej stopa znów
zaczęła uderzać o podłogę. - Wytłumacz mi, jak ci się teraz udało. Zamieniam
się w słuch.
Kiley wpatrywała się w matkę z przerażeniem. Nie wierzyła własnej
córce? Jeśli jednak informacje w teczce były prawdziwe, to dlaczego miałaby
jej ufać?
- Nie rozumiesz. Ja mówię poważnie. Nie pamiętam ciebie, mojej
przeszłości, niczego.
- Och, ty moje biedactwo. - Lacey spojrzała na Kiley z udanym
współczuciem, ale zaraz wybuchnęła śmiechem. - Muszę ci przyznać,
S
R
koteczku, że naprawdę jesteś w tym dobra. Zaczynam się dobrze bawić, choć
przyjechałam tu w zupełnie odmiennym nastroju. - Podeszła do Kiley i wzięła
ją pod rękę. - Nie trzymaj swojej kochanej mamusi w holu. Pokaż mi dom.
Przed oczami Kiley zabłysło światło alarmowe. Czuła instynktownie, że
nie może tego zrobić.
- Chodzmy do salonu - zaprosiła gościa. - Może będę cię mogła
oprowadzić po domu, kiedy wróci Nicolo. Powinien niedługo tu być.
- Nicolo?
- Mój mąż.
- Jesteś mężatką? - Lacey osłupiała.
- Już prawie miesiąc. Siadaj. - Kiley wskazała jej gestem kanapę. - Zrobić
ci coś do picia?
- To co zwykle. Podwójną.
- A zwykle to...?
- Powinnam była wiedzieć, że jesteś zbyt sprytna, by się dać na to złapać.
- Lacey wzruszyła ramionami. - Podwójna szkocka. Bez lodu i wody. - Kiedy
Kiley podała jej drinka, Lacey zwróciła się do niej z czarującym uśmiechem.
- Zgódz się, Kiley. Dopuść mnie do tej zagrywki. Zrobię wszystko, co mi
każesz. Muszę tylko poznać scenariusz. Ja nie popełniam błędów.
Kiley patrzyła na matkę, nie wierząc własnym uszom. Jeśli ona przed
wypadkiem prowadziła takie życie, to nic dziwnego, że nie chciała go
pamiętać. Jak mogła z tym żyć? Czym usprawiedliwiała swoje czyny?
- Nie popełniam żadnego oszustwa. Wpadłam pod taksówkę i cierpię na
amnezję.
- Niech ci będzie. - Lacey machnęła lekceważąco rękę.
- Powiedz mi przynajmniej, kto jest twoją ofiarą.
S
R
Ofiara. Każde słowo matki potwierdzało zawarte w teczce informacje.
Okropne doniesienia z listami nazwisk oszukanych osób i sumami
zagrabionych pieniędzy.
- Nie ma żadnej ofiary. Jest tylko mój mąż.
- Tak. Mąż. - Lacey strzeliła palcami. - Tego już dawno nie próbowałam.
To zbyt wiele kłopotów. Jak on się nazywa?
- Nicolo Dante.
- Dante? - Lacey zesztywniała. - Nicolo Dante?
- Tak.
- Oszalałaś? Wydaje ci się, że możesz oszukać kogoś, kto się nazywa
Dante?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]